Kościół Nowoapostolski w Polsce - Słowo miesiąca - Archiwum z roku 2014
Kościół
Nowoapostolski w Polsce

Archiwum słowa miesiąca z roku 2014

Styczeń: Jezus Chrystus ostoją również w nowym roku - Pokaż cały artykuł

Na początku roku zazwyczaj stoi pytanie, co przyniesie ten rok, jakie skrywa szczęście i cierpienie. Dla chrześcijan istotne jest też pytanie, co przyniesie nowy rok dla naszego życia w wierze. Choć możemy ufać i polegać na tym, że Bóg nas ochroni, to jednak też wiemy, że czekają nas burze i niebezpieczeństwa. W świetle tego zwróćmy naszą uwagę na znane wydarzenie z Nowego Testamentu: Pan Jezus poprosił swoich uczniów, aby przeprawili się z Nim na drugą stronę Morza Galilejskiego. Nastała burza. Wichura miotała łodzią, która napełniała się wodą. Przerażeni uczniowie obudzili śpiącego Jezusa. Pan uciszył sztorm. Skrytykował jednak uczniów z powodu ich małowierności: „Czemu jesteście bojaźliwi, małowierni?”. Ta okoliczność pokazuje, że Jezus jako Syn Boży panuje nad siłami natury. Łódź, o której jest mowa, możemy przyjąć jako obraz łodzi naszego życia, ale też jako obraz łodzi Kościoła Chrystusa.

Zarówno łódź życia, jak i łódź Kościoła Chrystusa jest i wciąż na nowo będzie wstrząsana przez sztormy. W Europie stoimy przed stagnacją wiary chrześcijańskiej i niekorzystnym rozwojem demograficznym. W innych częściach świata konfrontowani jesteśmy ze wzrastającym wpływem prądów światopoglądowych, z potęgującym się materializmem, czy też ze szczególnie trudnym środowiskiem politycznym. Zaprzeczanie tym niebezpieczeństwom i ryzyku byłoby nierozsądne. Jako chrześcijanie jesteśmy przekonani, że Bóg mógłby rozwiązać wszystkie problemy w okamgnieniu, ale tego nie czyni. W konsekwencji tego musimy się zapytać, co my możemy uczynić?

Pierwsze, co możemy uczynić, to ufać Panu. Uczniowie powinni byli bardziej ufać i być przekonani, że łódź nie zatonie, ponieważ w niej był Pan Jezus. Wierzymy, że łódź naszego życia nie zatonie, bo w niej jest Jezus Chrystus. Wierzymy, że Jezus Chrystus dokończy to, co rozpoczął. Wierzymy w założony przez Pana duchowy Kościół. Wiara w Kościół Chrystusa jest nierozłączna z wiarą w Jezusa Chrystusa, ucieleśnionego Syna Bożego. Oczywiście cierpimy pod wpływem obciążeń i braków wynikających z historycznego kształtu Kościoła Chrystusa, ale z tego powodu nie poddajemy w wątpliwość naszej wiary w Kościół, założony i prowadzony przez Jezusa Chrystusa.

Nie pozwalajmy się zniechęcać przez burze, na które jesteśmy narażeni ani też nie ulegajmy ich wrażeniom.

  • Podczas sztormu normalną rzeczą jest zwinięcie żagli, aby się nie zerwały i nie wprowadziły łodzi w nieszczęście; żagle będą jeszcze potrzebne. Niż demograficzny wymaga komasacji zborów, a w perspektywie ogólnoświatowej sytuacji wydatki należy dopasować do możliwości finansowych. Nie oznacza to, że godzimy się na minimalizację, a wręcz przeciwnie zapewniamy sobie środki do przetrwania sztormu, bowiem chrześcijaństwo apostolskie, to ewangelizacja.

  • Woda, która wdarła się do łodzi musi zostać wybrana. Niestrudzenie walczmy przeciwko szkodliwym wpływom na Kościół. Rzekome uzdrowienia, kwestionowanie urzędu apostolskiego, zastępowanie wiary przez gołą etykę, czy niewiara w Boga, to tylko kilka przykładów takich wpływów.

  • Podczas sztormu wszyscy, którzy są w łodzi, muszą być solidarni i wzajemnie się wspierać. Braterstwo jest niezastąpione. Bądźmy wrażliwi na sprawy innych, a kiedy jest to możliwe, pomagajmy bliźniemu nosić ciężary.

Istnieje wyzwanie, które obowiązuje nas wszystkich zawsze i wszędzie, a ono brzmi: Pan Jezus musi być w łodzi, w swoim Kościele! Nie wystarczy stwierdzenie, że Jezus jest na pokładzie, ale to musi być widoczne, że nasz Pan jest w łodzi. Zastanówmy się wszyscy nad możliwościami, w jaki sposób Jezus Chrystus może stać się jeszcze bardziej widoczny w naszym życiu i w Kościele.

Kościół Nowoapostolski w Polsce

Luty: Jeszcze jedna runda - Pokaż cały artykuł

Przesłanie zielonoświątkowe 2013 roku, które Główny Apostoł Wilhelm Leber darował z pełnomocnictwa swego urzędu, brzmiało: „Oto nadchodzi twoje zbawienie”. (Izajasza 62, 11) To przesłanie towarzyszy nam przez wszystkie dni.

Od Zielonych Świąt 2013 roku upłynęło już kilka miesięcy. Można by powiedzieć, że to już historia. Mamy rok 2014, a od Zielonych Świąt 2013 roku nie zmieniło się nic istotnego. Nasze zbawienie, na które wszyscy czekamy, jeszcze nie nastąpiło. Wszystko po staremu! Wszystko, jak było! A gdzie jest spełnienie obietnicy? Jeszcze nie nastąpiło.

Czy nie znamy już tego z Pisma Świętego? Apostoł, który z takimi głosami rozprawiał się w swoim Liście, udzielił jasnej odpowiedzi: „Dzień Pański nadejdzie jak złodziej”, nagle i niespodziewanie.

Pomyślmy o historii zajęcia Jerycha. Izraelici rozłożyli się obozem pod Jerychem, a miasto było zamknięte. Nikt nie mógł wejść i nikt nie mógł wyjść. Mieszkańcy dosłownie się zabarykadowali. Bóg powiedział do Jozuego: „Obejdziecie miasto wokoło, wy, wszyscy wojownicy, okrążając je jeden raz. Tak będziesz robił przez sześć dni”. (Jozuego 6, 3) Postąpili według tego polecenia, ale nic się nie wydarzyło, absolutnie nic.

Obeszli miasto pierwszego dnia, drugiego, trzeciego, czwartego, piątego i szóstego, ale nic się nie wydarzyło. Co myśleli mieszkańcy Jerycha na widok tej niezwykłej procesji? Być może początkowo z zaciekawieniem tłoczyli się na murach obronnych, aby z góry oglądać to widowisko. Być może też mówili: „Patrzcie, co oni chcą w ten sposób osiągnąć?”, Drugiego dnia działo się to samo. Ponownie przybyli i okrążyli miasto.

Trzeciego dnia znowu to samo. Pierwsi z widzów niewątpliwie stopniowo pozostawali już w domu, przecież nic się nie działo. Tam na dole pod murami ci dziwaczni obcy robili swoje rundy, odnośnie których można było tylko potrząsać głową. Jak długo to będą jeszcze robili? Co to wszystko ma znaczyć?

Siódmego dnia Izraelici siedem razy biegli wokół miasta. Znamienne zdarzenie. Choć przez sześć dni nic się nie działo i sytuacja się nie zmieniła, to jednak nie zaprzestali, ale kontynuowali wypełnianie polecenia – i wtedy nagle coś się jednak stało: mury runęły!

„Oto nadchodzi twoje zbawienie”. Chociaż od Zielonych Świąt nic się nie zmieniło, chociaż metaforycznie mówiąc w naszym biegu wiary zrobiliśmy niejedną rundę, chociaż ten czy tamten jest zdumiony i żywi myśl: „Jak długo jeszcze?” – to jednak nie rezygnujemy! Mamy obietnicę Bożą i przy niej trwamy. Tak jak Jozue. Obietnica Pana się wypełni, to jest pewne.

Nikt niestety nie może powiedzieć narodowi Bożemu, że musi jeszcze zrobić dwie lub trzy rundy. Z mocy apostolatu mamy jednak zapewnienie: Dzień Pański nadejdzie! Nie rezygnujcie, ufajcie, oto nadchodzi wasze zbawienie.

Kościół Nowoapostolski w Polsce

Marzec: Nierozerwalne – wiara i nadzieja - Pokaż cały artykuł

Wiara i nadzieja są ze sobą nierozerwalnie związane i stanowią istotną składową chrześcijaństwa. Nie ma chrześcijanina bez wiary. Nie ma chrześcijanina bez nadziei. Gdzie jest wiara, tam jest nadzieja. W skrócie wiara to wiedza: Bóg jest Wszechmocny i Bóg jest miłością. Jedno i drugie pozwala mieć nadzieję na pomoc Bożą. Bóg mi pomoże, ponieważ jest wszechmocny i ponieważ mnie miłuje. Nie odrzucaj nadziei na pomoc Bożą. Bóg chce i Bóg będzie tobie pomagał.

Ponadto wierzymy w Boga Jezusa Chrystusa. Z tej wiary również wywodzi się cudowna nadzieja. Wierzymy, że Jezus Chrystus, Syn Boży, przyszedł na ziemię, aby udostępnić ludziom odpuszczenie grzechów i żywot wieczny. Dlatego, że wierzymy w Jezusa Chrystusa, mamy nadzieję na żywot wieczny. Być chrześcijaninem oznacza mieć nadzieję na żywot wieczny!

Jezus Chrystus jest podstawą naszej nadziei, ponieważ obiecał: „…przyjdę znowu i wezmę was do siebie, abyście, gdzie Ja jestem, i wy byli”. (Ew. Jana 14, 3) On jest podmiotem naszej nadziei. Na Nim polegamy i Jemu ufamy. Dzięki Niemu mamy nadzieję na żywot wieczny, czyli na wieczną społeczność z Trójjedynym Bogiem. Poznaliśmy Boga poprzez Jezusa Chrystusa. On ukazał nam Ojca. Miłujemy Boga, ponieważ Jezus Chrystus ukazał nam swego Ojca, prawdziwego i żywego Boga, a mianowicie: Boga miłości, Boga łaski, Boga nadziei. To wzbudza w nas tęsknotę do bycia na wieki z Bogiem, z tym Bogiem, którego poznaliśmy poprzez Jezusa Chrystusa. Tak więc Jezus Chrystus jest naszą nadzieją. On jest Bogiem, z którym chcemy mieć wieczną społeczność. To jest nasza nadzieja. Modlimy się nadal o to, aby ludzie znaleźli Jezusa Chrystusa. A czynimy to, ponieważ mamy wiarę i nadzieję.

Kościół Nowoapostolski w Polsce

Kwiecień: Chodzi o ciebie! - Pokaż cały artykuł

Relacja między Bogiem a człowiekiem zawsze ma wymiar personalny, bowiem chodzi o sedno, o zbawienie grzesznika, którym jest zawsze konkretny człowiek w swojej niedoli, w swojej potrzebie zbawienia i korzystania z miłosierdzia Bożego.

Nasze wyobrażenie nie jest takie, że z jednej strony jest Bóg majestatycznie tronujący nad wszystkim, a z drugiej strony ludzkość jako potężna szara masa. Wiara chrześcijańska widzi to inaczej: Jest Bóg i jesteś ty jako osoba. Bóg woła ciebie jako człowieka. Zna ciebie z imienia i widzi jako jedynego w swoim rodzaju. On ciebie stworzył. Do ciebie kieruje swoje słowo. Jeżeli masz łaskę posiadania wiary i poznania Pana, to dlatego, że Bóg ciebie wybrał. Akurat ciebie z twoimi osobistymi właściwościami, z twoim nie do pomylenia charakterem.

Stałeś się dzieckiem Bożym nie dlatego, ponieważ kiedyś spotkałeś kogoś, kto zaprosił cię na nabożeństwo albo dlatego, że urodziłeś się w wierzącej, być może nowoapostolskiej, rodzinie. Stałeś się dzieckiem Bożym dlatego, ponieważ Bóg akurat ciebie, tak, dokładnie ciebie sobie upatrzył i chce być tobie bliski, gdyż chce dać tobie swoje zbawienie, gdyż chce darować tobie wieczną wspólnotę z sobą w swojej wspaniałości. To jest coś całkiem osobistego.

Jak ważny jest dla Boga każdy poszczególny człowiek, to wielokrotnie uwydatniał Pan Jezus. Kiedyś rzekł do uczniów: „Czyż nie sprzedają za grosz dwu wróbli? A jednak ani jeden z nich nie spadnie na ziemię bez woli Ojca waszego. Nawet wasze włosy na głowie wszystkie są policzone. Nie bójcie się; jesteście więcej warci niż wiele wróbli”. (Ew. Mateusza 10, 29-31) Każdy włos na głowie jest policzony! To o czymś świadczy: Bóg nie tylko widzi stworzenie i człowieka, ale widzi każdy włos, każdy detal w życiu człowieka. Dla Boga jest ważna każda myśl, którą poruszasz w swoim sercu. Wszystko, co odczuwasz, wszystko, czego doświadczasz, to jest Jemu znane i dla Niego ważne. Chodzi o ciebie! Ważne jest dla Niego, że jesteś z Nim. Pomyśl o podobieństwie o zgubionej owcy. Pasterz zostawił dziewięćdziesiąt dziewięć owiec, żeby poszukać tej jednej zgubionej.

Pomyśl o podobieństwie o zgubionym groszu. Kobieta nie zaznała spokoju. Podjęła wszelkie działania, aż znalazła zgubiony dziesiąty grosz. Syn Boży chciał w ten sposób pokazać, że każdy człowiek jest ważny dla Boga. Chodzi o ciebie! Bóg ciebie kocha. Bóg ciebie wybrał.

Pomyśl o podobieństwie o talentach, które Pan dał swoim sługom. Tu również widzimy, jakie znaczenie ma u Boga poszczególny człowiek. Każdy otrzymał określoną miarę. Jeden sługa otrzymał pięć talentów, drugi dwa talenty, a trzeci jeden talent. Trzej mężowie, trzy różne zadania, które były dane każdemu według jego zdolności, mówi Jezus w podobieństwie.

Wszyscy otrzymaliśmy różne talenty życiowe. Każdy z nas znajduje się w odmiennych uwarunkowaniach życiowych. Nasze osobiste dzieje są bardzo zróżnicowane. Jeden wiele otrzymał już od swoich przodków, a inny mniej. U jednego już dziadkowie byli wierzącymi, być może nowoapostolskimi, a drugi został pieczętowany Duchem Świętym dopiero niedawno. Jeden musi toczyć boje życiowe, a drugiemu pozornie wszystko przychodzi jak we śnie. Każdy jednak otrzymuje od Boga to, czego osobiście potrzebuje, co służy mu do zbawienia i błogosławieństwa, i co mu umożliwia dziś tu i teraz wypełniać wolę Bożą.

Niech powyższe przesłanie skłoni ciebie do osobistej refleksji w czasie paschalnym, zgodnie z wyznaniem, zawartym w 1. Liście Piotra, 1, 3-9: „Błogosławiony niech będzie Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa, który według wielkiego miłosierdzia swego odrodził nas ku nadziei żywej przez zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa, ku dziedzictwu nieznikomemu i nieskalanemu, i niezwiędłemu, jakie zachowane jest w niebie dla was, którzy mocą Bożą strzeżeni jesteście przez wiarę w zbawienie, przygotowane do objawienia się w czasie ostatecznym, weselcie się z tego, mimo że teraz na krótko, gdy trzeba, zasmuceni bywacie różnorodnymi doświadczeniami, ażeby wypróbowana wiara wasza okazała się cenniejsza niż znikome złoto, w ogniu wypróbowane, ku chwale i czci, i sławie, gdy się objawi Jezus Chrystus”.

Miej na uwadze, że kimkolwiek jesteś, to Chrystus umarł za ciebie na krzyżu. „On grzechy nasze sam na ciele swoim poniósł na drzewo [krzyż], abyśmy, obumarłszy grzechom, dla sprawiedliwości żyli; jego sińce uleczyły was”. (1. Piotra 2, 24) Jego śmierć ofiarna jest podstawą twojego zbawienia. Jego zmartwychwstanie jest podstawą twojego życia i to życia wiecznego. „…Bo Ja żyję i wy żyć będziecie…”. (por. Ew. Jana 14, 19-21) Więc wykrzykuj radośnie: Żyje Chrystus, żyję i ja!

Kościół Nowoapostolski w Polsce

Maj: Ufaj Bogu! - Pokaż cały artykuł

W Psalmach częstokroć występują frazy, które świadczą o tym, że Psalmiście nie wiodło się dobrze. Miał wielkie zmartwienia, był zasmucony i zwracał się do Boga słowami: „Dlaczego zapomniałeś o mnie? Dlaczego posępny chodzę, […] Gdy mnie lżą wrogowie moi, mówiąc do mnie co dzień: Gdzież jest Bóg twój?”. (Psalm 42, 10. 11) W kolejnym wersecie jednakże Psalmista udziela odpowiedzi samemu sobie: „Czemu rozpaczasz, duszo moja, i czemu drżysz we mnie? Ufaj Bogu, gdyż jeszcze sławić go będę: On jest zbawieniem moim i Bogiem moim!”.

Wielu wierzących przeżywa podobne sytuacje. Nie wiedzie się im dobrze, doświadczają niesprawiedliwości, muszą przechodzić próby oraz znosić cierpienia i choroby. W takich momentach już możemy sobie zadawać pytanie: „Miły Boże, dlaczego właściwie o mnie zapomniałeś? Co ja zrobiłem źle? Gdzie jesteś?”. Ludzie, wśród których żyjemy, a którzy być może są nam nawet bliscy, mówią: „Gdzie jest teraz twój Bóg? Co masz z tego, że jesteś wierzący?”. Duch Boży jednak daje nam odpowiedź: „Ufaj Bogu”.

Ufać Bogu oznacza wytrwale wierzyć w to, że Bóg pomoże. Wbrew wszystkiemu czego się doświadcza, co przeżywa i co widzi, zachowuje się wiarę i przekonanie: Bóg pomoże! To jest ufność do Boga.

Pan Jezus przeżywał podobne sytuacje. Gdy uczniom zapowiadał swoją śmierć na krzyżu i im wyjaśniał, co nastąpi, to coraz bardziej stawało się dla Niego jako człowieka jasne, co Go czeka, bowiem Jezus Chrystus jest zarazem prawdziwym człowiekiem i prawdziwym Bogiem. Pan Jezus powiedział: „Teraz dusza moja jest zatrwożona, i cóż powiem? Ojcze, wybaw mnie teraz od tej godziny? Przecież dlatego przyszedłem na tę godzinę. Ojcze, uwielbij imię swoje!”. (Ew. Jana 12, 27. 28) W słowach tych można odczuć potęgę ciężaru, która w tamtej chwili spoczywała na Jezusie Chrystusie. Wówczas odezwał się głos z nieba: „I uwielbiłem, i jeszcze uwielbię”.

Gdy jesteśmy głęboko zasmuceni, czy to z powodu licznych trudności, niesprawiedliwości, cierpień, bólu, czy z powodu tego wszystkiego, co musimy przechodzić, to naszą pierwszą myślą jest: „Panie, pomóż mi, wybaw mnie z tej sytuacji!”. Gdy zaś pomoc nie nadchodzi, to jesteśmy jeszcze bardziej smutni. A wtedy budzi się pytanie: „Co mam na to powiedzieć?”. Spójrzmy na Jezusa. Pan w tym momencie koncentrował się na swoim celu i stwierdził, że przyszedł po to, aby to przeżyć. Zatem i w najgłębszej niedoli zawsze zadajmy sobie pytanie: „Co jest moim celem? Czego chcę? Jakie jest moje zadanie? Dlaczego jestem dzieckiem Bożym?”. Wówczas wzbudzi się odpowiedź: „Ja chcę do Ojca, ja chcę wejść do wiecznej wspólnoty z Bogiem. Po to jestem. Po to żyję. W jakim celu jestem chrześcijaninem? Aby składać świadectwo całemu światu oraz pokazać i udowodnić, że akurat w takich sytuacjach pozostaję wierny Panu i chcę Go naśladować. Sednem, sensem oraz celem naszego bycia chrześcijaninem jest także w złych sytuacjach pozostanie posłusznym Bogu, naśladowanie Pana i koncentrowanie się na naszym celu wiary: Chcę do domu, chcę do Ojca, chcę mieć wieczną społeczność z Panem Jezusem.

Kościół Nowoapostolski w Polsce

Czerwiec: Nie ma wymówki! - Pokaż cały artykuł

Znana historia. Kilku młodych ludzi otrzymuje szansę swego życia. Trzy lata bezpłatnych studiów w elitarnej szkole z prywatnymi nauczycielami oraz wręcz z książęcym zakwaterowaniem i wyżywieniem. Wszystko dzieje się w światowej metropolii, legendarnym Babilonie, znanym z wiodących nauk i techniki, słynnym z kunsztu budowlanego i wysoko rozwiniętej kultury. Tam jest kolebka cywilizacji. Tam pisze się historia. Tam pulsuje życie. Tam można podziwiać osiągnięcia ludzkości. Dla młodych ludzi w dosłownym znaczeniu świat stoi otworem i rysuje się świetlana przyszłość. Sprawa jednak ma mały haczyk. Młodzi ludzie przynieśli ze swojej ojczyzny swoją wiarę i swoje przekonania, i koniecznie chcą przy nich trwać. Chcą także przestrzegać przykazań, które dał im Bóg i które są dla nich święte. W nowym miejscu jednak obowiązują inne prawa, choć Babilon i tak jest o wiele bardziej postępowy i oświecony. Dla Daniela i jego przyjaciół nie jest to jednak powodem do odstępowania od swoich przekonań. Postanawiają nie jadać tego, co zanieczyszcza, nawet jeśli jest to wykwintna potrawa przygotowywana na stół królewski.

Osobisty asystent, specjalnie wyznaczony do opieki nad tymi młodymi ludźmi, przystaje na układ zaproponowany przez Daniela: „Sprawdźmy coś przez dziesięć dni. Dziesięć dni niech inni studenci spożywają potrawy królewskie i piją wino, a my będziemy jedli warzywa i pili wodę. Gdy po dziesięciu dniach będziemy gorzej wyglądali od pozostałych, to zakończymy nasz układ. W przeciwnym wypadku zachowamy uzgodnioną regułę”.

Po dziesięciu dniach młodzi ludzie stają w szeregu do porównania ze swoimi kolegami. Rzeczywiście są silniejsi i wyglądają lepiej niż ci, którzy korzystali z menu królewskiego. Zatem pozwala się im nadal korzystać z pokarmów, zgodnych z ich religią. Bóg wyraźnie ich błogosławi za ich konsekwentną postawę. Kończą swoją edukację jako najlepsi ze swojego rocznika i natychmiast zostają zaangażowani w administracji królewskiej.

Czego uczy nas ta historia? Uczy, że prawo Boże można stosować zawsze i wszędzie. Daniel przecież mógł powiedzieć: „Teraz żyję w innym kraju, w którym obowiązują inne prawa i muszę się do nich dostosować”. Daniel jednak przeciwnie, on wiedział: „Należę do narodu wybranego i mogę, jak i muszę także tu w nowym środowisku żyć według zakonu Bożego. Także tu mogę być posłusznym Bogu i Jemu służyć". Rezultatem tego było, że on i jego przyjaciele byli błogosławieni.

Co dotyczy zakonu, to też dotyczy ewangelii: Zawsze i wszędzie można ją stosować. Niezależnie gdzie i jak żyjesz, jaka jest twoja pozycja socjalna, czy jesteś szefem przedsiębiorstwa, czy bezrobotnym, czy jesteś ubogim, czy bogatym. Czy jesteś wykształconym, czy nie. Czy żyjesz w wierzącej rodzinie, czy jako nowoapostolski chrześcijanin żyjesz sam i jesteś zdany tylko na siebie. Ewangelia zawsze jest miarą twojego działania i zaniechania. Nawet jeśli jesteś gdzieś, gdzie nikt nie kieruje się według prawa Bożego, to jednak jest ono dla ciebie obowiązującą wytyczną.

Jeśli chcesz być błogosławiony przez Boga, musisz przestrzegać przykazań Bożych. Musisz ewangelię zamieniać w czyn. Nigdy nie ma takiego powodu, żeby być Bogu nieposłusznym! Nie ma wymówki, żeby być Bogu nieposłusznym. Nie ma usprawiedliwienia, aby nie przestrzegać woli Bożej. Nigdy i dla nikogo!

Kościół Nowoapostolski w Polsce

Lipiec: Przykład Jezusa Chrystusa - Pokaż cały artykuł

Jezus Chrystus niech będzie dla nas przykładem. Ujawniajmy Jego usposobienie – pamiętając o tym, że nie możemy się porównywać z Panem. Co to konkretnie oznacza? Można to wyjaśnić na przykładzie cierpienia Jezusa Chrystusa. Nie chcemy gloryfikować cierpienia. Cierpienie nie zbawia, zbawić może tylko miłość Boga. Poprzez cierpienie i śmierć Jezusa jednak była gloryfikowana miłość, miłość Boga do ludzi. Z wydarzeń związanych ze śmiercią Jezusa niejednego możemy się nauczyć.

Człowiek Jezus, który został stracony, był niewinny i bezgrzeszny. Osądzono i skazano Jezusa, a On w ogóle nie reagował. Mógłby się bronić. Mógłby oskarżać innych. Mógłby użyć wszelkiej mocy, żeby zniszczyć oskarżycieli. A co Jezus uczynił? Milczał. Wiedział, że wszystko leży w rękach Ojca Niebieskiego.

Jak my reagujemy na oskarżenia? Czy nie pytamy natychmiast, kto jest winien? Czy nie usprawiedliwiamy się i nie użalamy? Najczęściej nie znajdujemy właściwego winnego, ale pomimo to oskarżamy innych i twierdzimy, że ten lub tamten ponosi winę. Kiedy jesteśmy świadomi, że wszystko leży w rękach Bożych, wówczas rezygnujemy z usilnego szukania winnego, którego moglibyśmy oskarżyć. Zachowujemy raczej stoicki spokój, wiedząc, że wszystko jest w rękach Boga.

Gdy Jezus wisiał na krzyżu, wtedy się modlił: „Ojcze, odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią”! (Ew. Łukasza 23,34) Ale też się modlił: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?”. (Ew. Marka 15, 34) A na koniec prosił: „Ojcze, w ręce twoje polecam ducha mego”. (Ew. Łukasza 23, 46) Jezus nawet na krzyżu modlił się za swoich dręczycieli, szukał powiązania z Ojcem i rozmawiał z Nim. O pierwszych chrześcijanach jest mowa, że trwali w modlitwach. (zob. Dz. Ap. 2, 42) Co przez to rozumiemy? Nabożeństwo. Ważną częścią nabożeństwa jest to, że wierni zbierają się nie tylko po to, aby słuchać kazania, ale też po to, żeby razem modlić się do Boga. Taki zbór jest modlącym zborem. W naszych modlitwach czcimy Boga, przedstawiamy Jemu nasze wstawiennictwo, dziękujemy Jemu i przedkładamy nasze sprawy i prośby. Cokolwiek się dzieje, zawsze zachowujmy potrzebę modlenia się.

A co mówił Jezus do Boga? „Ojcze, odpuść im!” On mówił do Niego, jak do Ojca. Boga, który do wszystkiego dopuścił, Boga, który niczego nie przedsięwziął, żeby Jezusa uratować, właśnie tego Boga Jezus nazywa swoim Ojcem. Z tego przemawia bezwarunkowa miłość do Boga! Jezus nawet powiedział: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?” – „Boże mój”! On wciąż był Jego Bogiem. Ani razu nie pomyślał: „To już nie jest mój Bóg, odrzucam tego Boga, który mi nie pomógł!”. Nie, On wciąż był Jego Bogiem! I stąd też prośba: „Ojcze, w ręce twoje polecam ducha mego”. Również w tych najgorszych chwilach nie zrezygnował z bezwarunkowej miłości do Boga.

Tak powinno być też w naszym życiu. Nawet kiedy nie rozumiemy Boga i świata, nawet kiedy idzie nam źle, nawet kiedy myślimy, że Bóg nas opuścił – pomyślmy o tym, że On wciąż jest naszym Ojcem, On wciąż jest naszym Bogiem. Nigdy nie zrezygnujmy z głębokiego powiązania z Bogiem.

Oczywiście pamiętamy o tym, że nie jesteśmy Synem Bożym ani nie możemy się z Nim porównywać, ale On jest naszym przykładem. Pragnijmy więc wzrastać w Jego usposobieniu. Nie podołamy temu bez łaski Bożej. Dlatego stale pamiętajmy o tym: Wszystko pochodzi od Boga i wszystko leży w rękach Boga! Nigdy nie rezygnujmy z modlitwy do naszego Ojca Niebieskiego.

Kościół Nowoapostolski w Polsce

Sierpień: Z Panem głosić ewangelię - Pokaż cały artykuł

W Ewangelii Jana zawarte są zdumiewające słowa Apostoła Tomasza: „Pójdźmy i my, abyśmy razem z nim pomarli”. Te słowa nie są zbyt zachęcające, nie oferują pomyślnej perspektywy, a mimo to należą do pięknych sentencji Ewangelii, ponieważ odnoszą się do szczególnego okresu życia naszego Pana.

Na krótko przed swoim cierpieniem Jezus został poproszony o przybycie do Betanii, miejsca zamieszkania Marii, Marty i Łazarza. Gdy otrzymał wiadomość, że Jego przyjaciel Łazarz zachorował: „Panie, oto choruje ten, którego miłujesz”, wtedy powiedział do uczniów: „Pójdźmy znowu do ziemi judzkiej”. Uczniowie jednak mówili: „Mistrzu! Dopiero co chcieli cię Żydzi ukamienować i znowu chcesz tam iść?”. Żydzi wielokrotnie próbowali ukamienować Jezusa. Uczniowie nie mogli tego zrozumieć, że Jezus po pierwsze chciał powrócić do Judei, chociaż było to niebezpieczne, a po drugie chciał do Łazarza, który w międzyczasie już umarł. To było bezsensowne. I wtedy Tomasz powiedział: „Pójdźmy i my, abyśmy razem z nim pomarli”. Tymi słowami Tomasz zachęcił pozostałych uczniów do podążania za Panem aż do śmierci.

A co to oznacza dla nas? Nie pozwalajmy Panu iść samemu, ale idźmy z Nim głosić ewangelię.

W swoim czasie Jezus znalazł się w szczególnej sytuacji, uczniowie również. Chciał przekazać poselstwo, ale nikt nie chciał słuchać, a nawet było niebezpieczne głoszenie ewangelii. Poselstwo ewangelii musi być rozpowszechniane. Bóg chce, żeby ludzie słyszeli o tym poselstwie.

Dzisiaj ewangelia nie wszędzie spotyka się z powszechną akceptacją. Z pewnością nie zostajemy obrzucani kamieniami, ale natykamy się na silny opór. Próbuje się nam wyjaśnić, że ewangelia Chrystusa jest nie na czasie. Wydaje się nie na czasie, ponieważ się wierzy, że Jezus przyjdzie ponownie. Wydaje się nie na czasie, kiedy mówimy, że potrzebujemy odpuszczenia grzechów. Wydaje się nie na czasie, kiedy się mówi, że działają żyjący apostołowie. Na takie poselstwo oburza się wielu. Ale świat potrzebuje tego poselstwa. Nawet jeśli tylko niewielu ludzi chce je obecnie słyszeć, to to poselstwo powinno być dziś dalej rozpowszechniane, dalej głoszone i do tego Pan nas potrzebuje. Idźmy z Panem głosić ewangelię! Uczniowie byli na to gotowi, pomimo że wiedzieli, jakie ryzyko było z tym związane, ponieważ chciano Pana uwięzić, a to oznaczało nieprzyjemności również dla nich.

Dziś można byłoby powiedzieć: Jesteśmy chrześcijanami, jesteśmy nowoapostolskimi, ale nie mówimy o tym nikomu, wtedy mamy spokój, ponieważ ludzie i tak nie chcą tego słyszeć. Nie, nie pozostawajmy w ukryciu! Wyznawajmy naszą wiarę i mówmy: Jesteśmy chrześcijanami, wierzymy w Jezusa Chrystusa, dla nas ewangelia jest prawdą Bożą, wierzymy w ponowne przyjście Chrystusa, wierzymy w posłannictwo Jego apostołów. Idźmy z Jezusem głosić ewangelię i wyznawajmy naszą wiarę! To jest to, co poznał Tomasz i do czego wzywał.

Idźmy z Jezusem, nawet jeśli jest to ryzykowne, nawet jeśli mamy z tego tytułu nieprzyjemności, nawet jeśli jesteśmy wyśmiewani, nawet jeśli jesteśmy atakowani.

Kościół Nowoapostolski w Polsce

Wrzesień: Mój mały wkład - Pokaż cały artykuł

Żniwa czy owocobranie zawsze są piękną sprawą. Coś urosło, wydało owoce, mogło zostać zebrane, a następnie przetworzone na szlachetny napój, smaczny chleb lub wyśmienitą potrawę. Niektóre owoce wymagają troskliwej pielęgnacji, cierpliwości i wielkich nakładów, zanim mogą zostać zebrane. Inne z kolei rosną bez zbytniego zaangażowania i pielęgnacji człowieka, i po prostu zostają zebrane z drzew lub krzewów. Za wszystkim jednakże stoi błogosławieństwo Boże, którym Wszechmocny darzy widzialne stworzenie i które do dziś nie straciło na mocy.

A jak jest z niewidzialnym stworzeniem? Tam również występuje prawo wysiewu, dojrzewania i żniw.

Bóg na ziemi ustanowił swój Kościół. Stworzył dzieło zbawienia i dał wszelkie przesłanki do tego, aby rozwijało się zgodnie z Jego wolą.

Sprawił, że Jego Syn stał się człowiekiem, a poprzez ofiarę Jego Syna stworzył podstawy zbawienia. Swojemu Kościołowi dał urząd apostolski i sakramenty udostępniające ludziom zbawienie. Wszystko wywodziło się i wywodzi od Niego, od Boga Ojca, Syna i Ducha Świętego.

Możemy stać z boku i mówić: Piękne jest to wszystko, co zrobił Bóg! Musimy tylko czekać aż wszystko dojrzeje do żniw. Oczywiście o to też się modlimy i uczęszczamy na nabożeństwa. Ale czy rzeczywiście to wystarcza? Czy sprawa polega na tym, że po nabożeństwie mówimy: To było piękne kazanie, a chór dziś znowu pięknie śpiewał? Zapewne nie.

Chodzi przecież o to, abym ja, czyli każdy z nas osobiście, osiągnął odpowiednią dojrzałość do żniw. Dojrzałość ta nie przychodzi jednakże sama z siebie. Tu muszę sam coś uczynić, muszę przy sobie pracować, aby we mnie rozwijała się nowa istota, aby we mnie coraz bardziej kształtowało się usposobienie Chrystusa, aby we mnie rozwinęło się to wszystko, co Bóg mi dał w postaci dobrych darów. To jest mój współudział, mój mały wkład. Jest mały w porównaniu z tym, co Bóg czyni, ale ważny i nieoceniony.

Stare usposobienie człowieka, „stary Adam”, nie może wejść do Królestwa Bożego. Jest to niemożliwe. Dlatego muszę przy sobie pracować.

Znaczną część tej pracy stanowi wypełnienie ślubowania, które złożyliśmy Panu: „Wyrzekam się diabła i wszelkich Jego spraw i czynów…”. Nie dlatego, że boimy się kary, nie z powodu strachu, ale dlatego, że w Królestwie Bożym nie ma miejsca dla grzechu, ponieważ grzech przeszkadza w osiągnięciu udoskonalenia, bowiem dzieła diabła niczym chwasty chcą zagłuszyć to, co dobre i nie dopuścić do osiągnięcia dojrzałości.

Jak każdy sam osobiście ponosi część odpowiedzialności za osiągnięcie dojrzałości i udoskonalenia, tak też wszyscy jako wspólnota zobowiązani jesteśmy do wnoszenia naszego wkładu na rzecz żniw.

Naszym zadaniem jako wspólnoty, jako zboru, jako Kościoła, jest pocieszać naszego brata, wspierać naszą siostrę, im pomagać, za nich się modlić oraz dopomagać im w ich staraniach o osiągnięcie udoskonalenia i godności. Zobowiązani też jesteśmy do tego, aby pomimo pokus i cierpień pozostać wiernym, pomimo rozczarowań nie tracić odwagi i nadziei. Jeżeli nastają żniwa i owocobranie, to wszyscy się angażują, to każdy przykłada rękę, nikt nie pozostaje bezczynny. Gdy zaś na ten mały wkład z naszej strony nasz Ojciec Niebieski daje swoje błogosławieństwo, to wtedy będą to cudowne żniwa.

Kościół Nowoapostolski w Polsce

Październik: Bóg zna twoją historię! - Pokaż cały artykuł

Bóg powołał ciebie do życia. Powołał każdego z nas. Jesteśmy więc powołani przez Boga. Co to oznacza? Tego dziś nie możemy jeszcze określić w pełnym wymiarze. Wiemy jednak, że kogo Bóg powołuje, tego też zna. Bóg zna nas i zna nasze całe życie. Zna nasze sytuacje życiowe. Zna naszą przeszłość i naszą teraźniejszość. Po prostu wie wszystko o każdym z nas. Zna każdy jeden krok, jaki czynimy, każdą naszą myśl. Bóg zna po prostu wszystko.

Tak, Bóg zna całą twoją historię. Bóg powołał ciebie, ponieważ cię zna. Zna cię takim, jakim jesteś, ze wszystkimi twoimi błędami i słabościami, ze wszystkimi twoimi talentami i pozytywami. A dlaczego powołał ciebie takim, jakim jesteś? Dlatego, że ciebie miłuje.

Bóg miłuje każdego z nas. Takie to proste. Jaki cel ma Jego powołanie?

Po pierwsze Bóg nas powołał, abyśmy naśladowali Chrystusa, ponieważ chce, abyśmy weszli do Jego wiekuistego Królestwa. Dojdziemy tam, kiedy pójdziemy drogą, jaką szedł Jezus Chrystus. Pan nas zaprosił do swego Królestwa i wezwał do naśladownictwa. Także dziś aktualne jest Jego wezwanie: „Pójdź za mną!”. Osiągnięcie Królestwa Bożego możliwe jest na drodze naśladownictwa Jezusa Chrystusa.

Po drugie Bóg nas powołał również do tego, abyśmy byli błogosławieństwem dla innych. To zawsze związane jest z powołaniem Bożym. Bóg powołuje ludzi i narody do bycia błogosławieństwem dla innych. Powołani jesteśmy do obwieszczania doniosłości Boga. Powołani jesteśmy do głoszenia ewangelii, do bycia błogosławieństwem dla naszych krewnych, naszych przyjaciół, naszych sąsiadów, naszego narodu i naszego kraju. Powołani jesteśmy do zwiastowania dobrej nowiny o Jezusie Chrystusie i Jego ofierze. Czyż nie jest to cudowne powołanie – być błogosławieństwem dla tak wielu? Bóg mówi do każdego z nas: „Możesz być błogosławieństwem dla innych!”. Czy to nie jest wspaniałe? Patrząc na siebie czasami możemy mieć wątpliwości i zastrzeżenia. Można siebie pytać: „Ja mam być błogosławieństwem?”. Tak! Dokładnie ty masz być błogosławieństwem i obwieszczać dzieła Boże! Po to cię Bóg powołał takim, jakim jesteś, abyś był błogosławieństwem dla innych.

Istnieje też trzeci powód naszego powołania. Mamy być współdziedzicami Chrystusa! Oznacza to, że będziemy dzielili z Nim Jego wspaniałość. Taka jest wola Ojca Niebieskiego. Powołani zostaliśmy do bycia współdziedzicami Chrystusa. Tak naprawdę nie można sobie wyobrazić, co to oznacza. Jezus Chrystus zwyciężył piekło, śmierć i diabła, i chce z nami dzielić swoje zwycięstwo.

Jeśli uzmysławiamy sobie doniosłość tego, że zostaliśmy powołani przez Boga, żeby wejść do Jego Królestwa, żeby być błogosławieństwem dla wielu ludzi, żeby współdziedziczyć wspaniałość Chrystusa, to z głęboką pokorą możemy tylko sławić łaskę i miłość naszego Boga. Praktykujmy to zachowując wartości Chrystusowe oraz szczerze miłując Boga i bliźniego! Im bardziej będziemy odkrywać łaskę i miłość Boga, tym bardziej będziemy odkrywać sens i cel naszego życia!

Kościół Nowoapostolski w Polsce

Listopad: Któż jest największy? - Pokaż cały artykuł

Pan Jezus wraz ze swoimi uczniami szedł przez Galileę. Mówił uczniom, że będzie musiał cierpieć i umrzeć, a także mówił o swoim zmartwychwstaniu. Uczniowie jednak, zgodnie z relacją z Ewangelii Marka, nie rozumieli Pana. Widzieli cuda, których dokonywał Jezus Chrystus, przeżyli, jak ludzie tłumnie przychodzili do Pana. Trzech uczniów, Piotr, Jakub i Jan niedawno przeżyli nawet przemienienie Chrystusa. Gdy doszli do Kafarnaum Pan Jezus zapytał uczniów, o czym rozprawiali w drodze. Okazało się, że rozmawiali między sobą o tym, kto z nich jest największy, bowiem uznali, że gdy Jezus ujawni swoją wspaniałość, to im jako Jego uczniom również przypadnie cząstka chwały. Z powodu takich myśli podjęli rozmowę, kto z nich zajmie najlepsze miejsce, kiedy Jezus Chrystus objawi się jako Król. Dziś w zasadzie nie jest inaczej. Ludzie zachowują się podobnie. Kiedy się dowiadują, że ktoś będzie ważnym decydentem, to zabiegają o przyjaźń z nim.

Jak to jest w naszym przypadku? Jako chrześcijanie opowiedzieliśmy się za tym, aby Pana Jezusa naśladować i Jemu służyć. Czy jednak zrozumieliśmy Pana? Co jest naszą motywacją do naśladownictwa i służenia Panu? Sprawdźmy siebie. Chcąc poznać naszą motywację do naśladowania Pana, zajmijmy się treścią naszych rozmów. Pan zadał uczniom pytanie: „O czym to rozprawialiście w drodze?”. Zadajmy sobie pytanie: Jak rozmawiamy o naszym bliźnim? Kto trwoni swój czas na to, aby oskarżać lub osądzać bliźniego, ten pokazuje tym samym, że nie zrozumiał właściwie Pana. Kto Pana naprawdę zrozumiał, ten inaczej rozmawia o swoim bliźnim. Ten ani go nie osądza, ani też nie broni, lecz myśli o nim i rozmawia o nim tak, jak postrzega go Pan.

Jak rozmawiamy o Kościele, o wspólnocie wiernych? Rozmawiajmy raczej o tym, co Pan czyni w swoim Kościele. Nie postrzegajmy Kościoła tylko jako instytucji i nie trwońmy naszego czasu na narzekania oraz na to, co tu i tam nie funkcjonuje. Kto zrozumiał, co Pan czyni w swoim Kościele, ten nie trwoni czasu na zbędne dyskusje i rozprawy.

Uczniowie rozprawiali o tym, kto wśród nich jest największy. Ile energii angażujemy na to, aby pokazać innym, jacy to jesteśmy ważni i wartościowi? Jeżeli się przysłuchuje niektórym ludziom, to się zauważa, ile czasu poświęcają, aby pokazać, czego to już nie dokonali i jacy to nie są dobrzy. Najbardziej jest się przekonanym do samego siebie. Nie chcemy się spierać i rozprawiać, kto jest największy pośród nas. Spór o rangę wśród uczniów Pan Jezus rozstrzygnął w ten sposób: „Jeśli ktoś chce być pierwszy, niechaj stanie się ze wszystkich ostatnim i sługą wszystkich”.

Każdy chrześcijanin ma służyć bliźnim, ludziom, w ten sposób, że jego życie jest świadectwem na rzecz Chrystusa. Stać się sługą wszystkich oznacza nosić brzemiona bliźniego. Stać się sługą wszystkich w Kościele, oznacza pocieszać bliźniego, gdy spotyka go nieszczęście, modlić się za niego, gdy staje się słaby, dodawać Jemu otuchy, gdy jest w niedoli. Pomagajmy naszym bliźnim we wzrastaniu w wierze, składając im słowem, czynem i życiem, dobre świadectwo Ewangelii. To jest służba, którą każdy może wypełniać i zadbać o to, aby jego życie było świadectwem Ewangelii. Każdy może wspierać bliźnich w obciążeniach i dążyć do tego, co służy pokojowi i wzajemnemu zbudowaniu. Ktoś taki naprawdę jest wielki. W ten sposób nie tylko służymy bliźnim, ale też Kościołowi, Chrystusowi i Bogu.

Kościół Nowoapostolski w Polsce

Grudzień: Triumf refleksji – Boże Narodzenie - Pokaż cały artykuł

Przyjście Jezusa na świat, Boże Narodzenie, to wyjątkowe Święto. Niestety Święto to współcześnie bardziej wiąże się z aspektami komercyjnymi i spłyceniem do roli święta rodzinnego lub tradycji religijnej. Przyjście Jezusa i Jego misja oraz nauka, to największe wydarzenie w dziejach ludzkości. Z faktu tego korzystają świadomie lub nieświadomie zarówno wierzący, jak i niewierzący, bowiem fakt ten stanowi podstawę cywilizacji dobra. Poszanowanie jego znaczenia we współczesnym wirze życia zeszło z centrum uwagi człowieka. Chrystus jednakże przyszedł też osobiście do ciebie jako Odkupiciel i Zbawiciel i jako taki wciąż na nowo przychodzi i dziś do ciebie, zwłaszcza na nabożeństwach, chcąc dopomóc tobie w udoskonaleniu się na dzień Pański.

Wiemy, że z uczęszczaniem na nabożeństwa związane jest szczególne błogosławieństwo, a uwidacznia się ono w wykazywaniu postawy i usposobienia Pana Jezusa w naszym życiu, tu i teraz, w stosunku do Boga i bliźniego według wzoru Chrystusa. Wiemy też, że na nabożeństwach możemy przeżywać i odczuwać bliskość Pana Jezusa w szczególny sposób. Proponuje nam pocieszenie i wzmocnienie Słowem Bożym, daruje nam odpuszczenie grzechów i obchodzi z nami uroczystość świętej wieczerzy. Przychodzi i wstępuje do naszych serc. Poznanie tego i przeżywanie wielkości tego wydarzenia wymaga wcześniejszego przygotowania się. Kto już przyjmuje kogoś ważnego bez wcześniejszego przygotowania się?

Niech skłoni nas do refleksji zawarta w Objawieniu Jana wypowiedź triumfującego i gloryfikowanego Pana Jezusa Chrystusa: „Oto stoję u drzwi i kołaczę; jeśli ktoś usłyszy głos mój i otworzy drzwi, wstąpię do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze mną”. (Obj. Jana 3, 20) To jest wyjątkowa obietnica Pana Jezusa. Wielki dar miłości i łaski Boga.

Wyobraźmy to sobie: Jezus Chrystus stoi przed drzwiami naszego serca i puka. Dlaczego więc nie mielibyśmy Jemu otworzyć? Pierwszy powód może być zwyczajny. Po prostu nie słyszymy pukania. Pan Jezus puka – albo jak ktoś chce współcześnie – dzwoni, a my nie słyszymy. Wówczas nie otwieramy drzwi. Pan Jezus przychodzi do nas w każdą niedzielę albo też w tygodniu, na każdym nabożeństwie. Puka do drzwi naszego serca. Jeżeli chcemy usłyszeć pukanie Pana, to musimy zadbać o to, aby w naszym sercu była cisza. To jest nasze zadanie! Jeśli w naszym sercu jest zbyt hałaśliwie, jeśli jest zbyt głośno, to istnieje realne prawdopodobieństwo, że w ogóle nie usłyszymy pukania Pana.

To prosty przykład, ale kiedy się nad tym zastanowimy, to zauważymy, że jest trafny. Przyczyna braku ciszy w sercu może być różna. Zbyt mocno zajmuje nas dzień powszedni, mamy troski, trapią nas choroby oraz to i owo nas obciąża. Rezultat jest taki, że nie mamy czasu do refleksji i zastanowienia się nad sobą.

Spójrzmy na inny przykład. Ktoś puka lub dzwoni do drzwi, a my czasami mówimy: Nie chcę, żeby ktoś mi przeszkadzał, nie chcę otworzyć! Może więc się zdarzyć, że nie chcemy otworzyć drzwi serca Panu Jezusowi, ponieważ nie chcemy, żeby nam przeszkadzał. Nie otwieramy Jemu, ponieważ nie chcemy być skonfrontowani z tym, z czym do nas przychodzi i nie chcemy być skłonieni do refleksji. Wolimy robić uniki i szukać wymówek, więc refleksja nie zatriumfuje! Po prostu jest to dla nas niemiłe i nie na rękę, że akurat teraz przychodzi. A być może powie jeszcze coś, co jest niedobre i co powinniśmy zmienić, a przecież nie chcemy się zmienić, nie chcemy refleksji i zastanowienia się nad sobą. Drzwi serca pozostawimy zamknięte, ponieważ nie chcemy się zmienić.

Korzystniej jednak jest być gotowym do refleksji, do zastanowienia się nad sobą i powiedzenia: Ja chcę słuchać Pana Jezusa i chcę się zmienić! Warto też czasami zadać sobie pytanie, zwłaszcza przed nabożeństwem: Czego mi jeszcze brakuje? Czego jeszcze potrzebuję do mojego przygotowania na dzień Pana? Czego mi brakuje, abym miał pokój, abym był szczęśliwy, abym miał duchową równowagę? Z reguły się zauważa, że wiele brakuje. W rezultacie tego przychodzi się na nabożeństwa ze świętym pragnieniem i otwartym sercem dla Pana. Wówczas czuwamy i otwieramy drzwi Panu, ponieważ wiemy: Nareszcie otrzymamy to, czego nam brakuje.

Zatem nasze przygotowanie się na nabożeństwo, na przyjście i spotkanie z Panem, winno wiązać się z tym, że zadbamy o ciszę w swoim sercu, aby usłyszeć pukanie Pana, że chcemy się zmienić i pragniemy wręcz refleksji oraz zastanowienia się nad sobą, że pragniemy uzupełnić nasze braki i zadbać o pokój. Wówczas przyjmiemy Pana, a On da nam to, czego potrzebujemy.

Niech więc Święta Bożego Narodzenia, przyjścia Jezusa Chrystusa na świat, będą Świętami naszej osobistej refleksji, znalezienia wewnętrznego pokoju i wyciszenia, abyśmy byli gotowi na ponowne przyjście Pana i zabranie przez Niego do Jego wspaniałości, zgodnie z Jego obietnicą: „A jeśli pójdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę znowu i wezmę was do siebie, abyście, gdzie Ja jestem, i wy byli”. (Ew. Jana 14, 3) Ta radość i nadzieja oraz pewność wypełnienia się tej obietnicy Pana niech triumfuje w naszych sercach podczas obchodzenia Świąt Bożego Narodzenia.

Kościół Nowoapostolski w Polsce