Kościół
Nowoapostolski w Polsce

Archiwum słowa miesiąca z roku 2008

Styczeń: Słowo na Nowy Rok - Pokaż cały artykuł

Na Nowy 2008 Rok życzymy wszystkiego dobrego i obfitego błogosławieństwa, a także tego, aby każdy w sposób różnorodny mógł doświadczyć obecności Pana w swoim życiu.

Zatem w Nowym Roku przystępujmy do Pana z wielkim zaufaniem. Niech pod tym względem wymowna będzie krótka historia: Rudzik powiedział do wróbla: „Jedno chciałbym wiedzieć, dlaczego ludzie wciąż są tak zaganiani i zatroskani”. Na to wróbel odpowiedział: „Mój przyjacielu, po prostu nie znają Ojca w Niebie, który życzy nam dobrze i troszczy się o mnie i o ciebie”.

Życie nie jest takie proste, akurat we współczesnym czasie; jest wiele niedoli, zmartwień i cierpień, a także niepewności, co do dalszego biegu wydarzeń. Pomimo to nie zatraćmy zaufania do Pana i Jego prowadzenia. Gdy wielu uczniów odeszło od Pana, a Jezus zapytał pozostałych: „Czy i wy chcecie odejść?”, to Apostoł Piotr swoje zaufanie potwierdził słowami: „Panie! Do kogo pójdziemy? Ty masz słowa żywota wiecznego”. (Ew. Jana 6, 67. 68) Był świadomy, że nie może być innego wyboru, jak tylko pozostanie u Pana.

Niech taka też będzie nasza postawa. Odsuńmy wszelkie powątpiewania, a zaufajmy Panu i oddajmy się w Jego ręce. Warto zwrócić uwagę na słowa z Listu do Hebrajczyków 3, 4. 6: „Albowiem każdy dom jest przez kogoś budowany, lecz tym, który wszystko zbudował, jest Bóg, …lecz Chrystus jako Syn był ponad domem Jego; a domem Jego my jesteśmy, jeśli tylko aż do końca zachowamy niewzruszenie ufność i chwalebną nadzieję”.

Domem Pana jest Jego Kościół. Znakiem Kościoła jest więc zaufanie i nadzieja – nadzieja na wypełnienie obietnic Bożych. Tu nie ma alternatywy.

Pewne są słowa Pana: „Niechaj się nie trwoży serce wasze; wierzcie w Boga i we mnie wierzcie! (…) Idę przygotować wam miejsce, a jeśli pójdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę znowu i wezmę was do siebie, abyście, gdzie Ja jestem, i wy byli”. (Ew. Jana 14, 1-3) „Dlatego powiadam wam: Nie troszczcie się o życie swoje, co będziecie jedli albo co będziecie pili, ani o ciało swoje, czym się przyodziewać będziecie. Czyż życie nie jest czymś więcej niż pokarm, a ciało niż odzienie? …ale szukajcie najpierw Królestwa Bożego i sprawiedliwości jego, a wszystko inne będzie wam dodane”. (Ew. Mateusza 6, 25. 33)

Kościół Nowoapostolski w Polsce

Luty: Dobry pasterz - Pokaż cały artykuł

W podobieństwie o zgubionej owcy Pan Jezus bardzo dobitnymi i pięknymi słowami przedstawił, jak postępuje dobry pasterz: Pozostawia dziewięćdziesiąt dziewięć owiec, tam gdzie są – razem jako wspólnotę – i szczególnie zwraca się do tej jednej, która się zagubiła. Podejmuje wszelkie działania aż do jej odnalezienia, bierze ją na swoje ramiona i zanosi z powrotem do stada. Raduje się tak bardzo, że przyjaciół i sąsiadów zapala swoją radością. Podobieństwo to symbolizuje miłość Bożą. Miły Bóg z nikogo nie rezygnuje, ale podąża za każdym. My również tak czyńmy i zwracajmy się do tych, którzy pozornie są małowartościowi, stoją na skraju i po prostu nie włączają się do wspólnoty, jak inni.

Nie jest łatwym zadaniem podążać za „zgubionymi”, czyli za tymi, którzy odłączyli się od stada, od wspólnoty dzieci Bożych, za tymi, którzy z powodu zbyt krytycznej postawy odłączyli się od społeczności. Pięknie jest, kiedy się zastanowimy, w jaki sposób można dla takich być pomocą i błogosławieństwem, przyprowadzić z powrotem, okazać braterską miłość i zrozumienie, a tym samym ujawnić miłość Bożą. Tu i tam nie uda się to za pierwszym razem…

Gdy ze stada zgubi się owca, a pasterz nie wie dokładnie, gdzie się podziała, to idzie we wszystkich kierunkach i szuka. Być może nie od razu ją znajdzie i wtedy mógłby zrezygnować z poszukiwań. Tak jednak dobry pasterz nie postępuje. Szuka dopóty, dopóki nie znajdzie owcy. Wymaga to już niemałego wysiłku. Musi udać się tam, gdzie znajduje się owca.

Podobnie jest na płaszczyźnie międzyludzkiej. Nie można iść swoją drogą i być zdania, że nie ma sensu odszukania zagubionych. Trzeba raczej stanąć na wysokości zadania i zbliżyć się do zagubionych. Udać się tam, gdzie są i z nimi rozmawiać. Zbór, który tak czyni, który szczególnie troszczy się o tych, którzy są na skraju, którzy się odłączyli, będzie silnym zborem. Zbór ten będzie miał szczególne błogosławieństwo.

Na pierwszy rzut oka, z punktu czysto ludzkiego, postępowanie pasterza wydaje się nieco niesprawiedliwe. Pasterz pozostawia dziewięćdziesiąt dziewięć owiec i zwraca się do tej jednej zagubionej. Tym samym te, które zawsze są przy nim, pozostawia bez pielęgnacji. Moim głębokim przekonaniem jednak jest, że prawdziwa praktyka ewangelii oznacza zwracanie się do tych, którzy są na skraju, którzy są zagubieni. Tu należy się kierować innymi przesłaniami, aniżeli tymi z codziennego życia.

Kościół Nowoapostolski w Polsce

Marzec: Odnowa - Pokaż cały artykuł

Szczególną rolę w naturze odgrywa odnowa. W wielu szerokościach geograficznych zimą życie pozornie zamiera, ale na wiosnę jest odnowa – wszystko budzi się do nowego życia. Odnowa jest stale powtarzającym się procesem i ma miejsce każdego roku.

W Piśmie Świętym pojęcie „odnowa” często wykorzystywane jest przez Apostoła Pawła. Odnowa wiąże się z pokutą i zmianą usposobienia: „…się przemieńcie przez odnowienie umysłu swego”. (Rzymian 12, 2) W innym miejscu Biblii jest mowa, że zewnętrzny człowiek niszczeje. (por. 2. Koryntian 4, 16) To jest zakon, który wszyscy znamy. Natomiast wewnętrzny człowiek odnawia się z każdym dniem. Wynika z tego, że odnowa wewnętrznego człowieka z dnia na dzień jest naszym zadaniem.

Co wymaga odnowy? Po pierwsze ukierunkowanie na dzień Pański. Nie jest tak, że jednorazowe ukierunkowanie trwa przez cały czas. Jeżeli zaniedbuje się pilnowanie kursu, wtedy zbacza się z drogi i grzęźnie się w naturalnych sprawach do tego stopnia, że nie ma się już czasu dla Pana.

Po drugie zachowanie w sercu pewności: Nasz Pan przyjdzie! To się nie dzieje automatycznie.

Po trzecie radość w Panu i w Jego dziele zbawienia. Spotyka nas to i owo, i nagle stwierdzamy, że już nie mamy radości. Zatem radość w Panu wymaga odnowy. W jaki sposób? Poprzez to, że jest się obecnym i aktywnym w dziele Pana. Ważne przy tym jest, abyśmy byli wierni i czynili to, co do nas należy, a także wciąż na nowo się odnawiali.

Odnowy wymaga też pokój w sercu. Kto może już powiedzieć, że zawsze ma pokój w sercu. Istnieje niejedno, co zakłóca, co pozbawia nas pokoju. Można się złościć z tego lub innego powodu. W jaki sposób możemy odnowić pokój? Najlepszą możliwością jest nabożeństwo. Przyjęcie Słowa Pana i łaski zapewnia odnowę.

Wola do zwyciężania musi być odnawiana. Trzeba odłączyć się od tego i owego, co obciąża.

Wspólnota również wymaga odnowy. Każda społeczność podlega pewnym wahaniom. Może się już zdarzyć, że nastrój i entuzjazm pryska, radość ginie, a wzajemne stosunki zostają zmącone.

Na koniec jeszcze jeden punkt wymagający odnowy, a mianowicie dobra wola do oddawania z tego, co się otrzymało. Zatem też do składania świadectwa wiary. To również wymaga odnowy. Zdumiewające jest ile ludzi wciąż jeszcze jest zainteresowanych. Czy ostatecznie przyjdą na nabożeństwo, czy rzeczywiście pozostaną, czy dalej będą pielęgnowali wspólnotę, to już jest inne zagadnienie. To jest decyzja, którą musi podjąć każdy sam.

Źródłem mocy ku odnowie jest Duch Święty. W ekologii istnieje interesujące pojęcie: energia odnawialna. Dziesięć lat temu mało kto znał to pojęcie, a dziś jest na ustach wszystkich. Energia odnawialna to takie źródła, które bez używania surowców zapewniają energię. Wiatr, woda stale umożliwiają wytworzenie energii. Duch Święty również jest energią odnawialną. Nic się nie zużywa. Gdzie rządzi Duch Święty, tam jest dość sił do odnowy. Wykorzystujmy to i wykażmy mądrość, aby się zmieniać poprzez odnowę naszego usposobienia.

Kościół Nowoapostolski w Polsce

Maj: Dom na skale - Pokaż cały artykuł

Pan Jezus w „Kazaniu na górze” przedstawił dwa typy ludzi. Jeden przyjmuje słowo i zgodnie z nim postępuje, a drugi również słucha słowa, ale nie postępuje zgodnie z nim. Skutki tego Pan przedstawił w podobieństwie o dwóch mężach, którzy budowali domy. Różnica była taka, że mądry budował dom na skale, a głupi budował na piasku. Mądrymi są ci, którzy słuchają słowa i według niego czynią, a niemądrymi są ci, którzy słuchają słowa, ale według niego nie czynią, lecz prowadzą swoje życie według swego uznania.

Dom, o którym mowa w podobieństwie, symbolizuje nasze życie. Każdy prowadzi swoje życie według określonych wartości i zasad. Każdy czyni to według własnego uznania. Każdy buduje swój własny dom. Istnieją jednak różnice. Jeden buduje dom na skale, czyli prowadzi swoje życie według Bożych zasad i wartości, a drugi, który nie buduje na skale, czyli swego życia nie opiera na Bożym fundamencie, buduje na piasku. Stąd pytanie: Jakie są podstawowe wartości, którymi kierujemy się w życiu? Jaki jest fundament, na którym budujemy? Jakie są zasady, które określają nasze życie? To są ważne pytania, ponieważ w podobieństwie przedstawionym przez Jezusa jest mowa, że gdy spadł deszcz, wezbrały rzeki i powiały wiatry, to dom na skale się ostał, ale dom na piasku uległ zniszczeniu.

Interesujące jest to, że patrząc na dom nie widać, czy jest budowany na skale, czy na piasku. Zauważa się to dopiero wtedy, gdy nadchodzi nawałnica. Gdy w naszym życiu w wierze występują troski i obciążenia, gdy pojawiają się różnice zdań, wtedy się uwidacznia, czy dom zbudowany jest na skale, czy na piasku. Jeśli dom zbudowany jest na piasku, to w takich sytuacjach nie ma się pocieszenia, życie jest zrujnowane i nie ma się nic. Jeśli jednak dom zbudowany jest na skale, to można być pewnym, że nic go nie zniszczy. Gdy Pan Jezus przyjdzie, to ten, kogo dom stoi na skale, ma pewność, że będzie godny na dzień Pański. Tacy nie doświadczą zburzenia swego domu, ale zachowają go na wieki. Tacy będą u Boga na wieki.

Wykażmy posłuszeństwo jak Abraham i zawsze dążmy do błogosławieństwa Bożego jak Jakub. Ufajmy Panu i módlmy się jak Daniel. Nasz Ojciec Niebieski niechby dał nam siłę do prowadzenia naszego życia według zasad Bożych.

Kościół Nowoapostolski w Polsce

Czerwiec: Pokój podstawą wiary - Pokaż cały artykuł

W Księdze Daniela przedstawiona jest wizja, jaką miał Daniel: „Wtedy ponownie dotknął mnie ktoś podobny do człowieka i posilił mnie, i rzekł: Nie bój się, mężu miły, pokój ci! Bądź mężny, bądź mężny!”. (Daniela 10, 18. 19) Czy nie doświadczyliśmy już czegoś podobnego? Nasz Ojciec Niebieski dotyka naszego serca, a my otwieramy się na to, co nam jest oferowane. Jeżeli nasze serce zostaje poruszone i odczuwamy miłość Boga, i że jest blisko nas, to dodaje nam siły, to nas wzmacnia. Następnie jest mowa: „Nie bój się, mężu miły”. Nie musimy się bać, ponieważ jesteśmy w rękach naszego Ojca Niebieskiego i jesteśmy miłowani przez Boga. Jeżeli coś nas obciąża, jeżeli coś przeżywamy, co nie pasuje do naszych planów, to czasami zapominamy o tym, że jesteśmy miłowani przez naszego Ojca Niebieskiego.

„Pokój ci!”. Pokój jest czymś wartościowym, ponieważ żyjemy na świecie niepokoju, gdzie krążą różne mniemania i poglądy. Dlatego takie ważne jest, żebyśmy byli w rękach naszego Ojca Niebieskiego i mieli pokój. Z pokojem wiąże się życzenie bycia silnym w wierze.

Niech charakteryzuje nas to, że mamy silną wiarę i mocną nadzieję na dzień Pański, że czekamy na Niego, ale nie tak, jakby miał przyjść dopiero za sto lat, ale tak, jakby miał przyjść ponownie dziś albo jutro. Przy tym bądźmy aktywni w życiu zborowym, wspierajmy pracę sługów Bożych, a tym samym dzieło zbawienia naszego Ojca Niebieskiego. Obyśmy byli wzmacniani na każdym nabożeństwie, na każdych odwiedzinach duszpasterskich oraz zachowali silną wiarę aż do przyjścia Pana, a wtedy będziemy na wieki u Niego.

Nie zapominajmy o tym, że wszystko zaczyna się od tego, że dajemy się poruszyć przez Słowo naszego Ojca Niebieskiego, że odczuwamy Jego bliskość. Wówczas zostajemy wzmocnieni i wiemy, że jesteśmy miłowani! To zapewnia pokój, wzmacnia wiarę i nadzieję oraz pozwala osiągnąć celu.

Kościół Nowoapostolski w Polsce

Lipiec: Dary Ducha Świętego - Pokaż cały artykuł

Czy dary Ducha Świętego, które są wymienione w 1. Koryntian 12, 8-10, mają być obligatoryjnie widoczne? Zakłada się przy tym, że tylko takie dary, jak: „mówienie językami” – mówienie w nieznanych językach – czy „uzdrawiania” poświadczają aktywność Ducha.

W sprawie tego pytania najpierw należy się dokładnie przyjrzeć tekstowi biblijnemu. Kiedy czyta się go dokładnie, wtedy się poznaje, że Apostoł Paweł wylicza wszystkie dary, które występowały w zborze w Koryncie. Dlaczego to uczynił? Dlatego, że w zborze była pewna grupa, która szczyciła się posiadaniem, ich zdaniem, szczególnych darów Ducha Świętego. Z treści przekazu biblijnego wynika, że prawdopodobnie podkreślano przede wszystkim ważność „mówienia językami”. Z tymi członkami zboru Apostoł się rozprawia i dochodzi do krytycznej oceny.

„Mówienie językami”, które być może obok „daru uzdrawiania”, jest najbardziej spektakularne, zostaje określone przez Apostoła Pawła jako dar, który jedynie wzmacnia i wzbogaca tego, kto go posiada, podczas gdy pozostali wierni oraz ci, którzy jeszcze nie nawrócili się do Chrystusa, pozostają z niczym. Dlatego też Apostoł zarządza, aby każde mówienie językami związane było z ich wyłożeniem i było zrozumiałe dla wszystkich, w przeciwnym wypadku nakazuje milczenie.(1. Koryntian 14)

Apostoł Paweł mówieniu językami przeciwstawia mowę proroczą, mowę nabożeństwa, która jest nie tylko mową otwierającą przyszłość, ale dotyczy świadectwa o mocy i znaczeniu Jezusa Chrystusa w przeszłości, teraźniejszości i w przyszłości dziejów zbawienia. Mowa ta ma wzmacniać w wierze, ponieważ w niej dochodzi do głosu sedno ewangelii. Apostoł podkreśla, że właśnie ta mowa prorocza jest ważna, a nie „mówienie językami”, bowiem mowa nabożeństwa nie nosi niebezpieczeństwa niezrozumienia.

Mowa prorocza jest darem Ducha Świętego, który także nam jest dany. Ukazuje się wtedy, gdy poważnie i z przekonaniem mówimy o Jezusie Chrystusie, naszym Panu, jako o podstawie naszego zbawienia. Mowa prorocza jest tam słyszalna, gdzie w centrum stoi Jezus Chrystus i znaczenie Jego śmierci, zmartwychwstania i ponownego przyjścia. Jest także słyszalna wtedy, kiedy mówimy o znaczeniu i ważności urzędu apostolskiego na współczesnym etapie dziejów zbawienia.

W nawiązaniu do darów duchowych Apostoł Paweł wskazuje na centralną pozycję wiary, nadziei i miłości, które są z pewnością najszlachetniejszymi darami Ducha. Właśnie to one przede wszystkim poświadczają aktywność i posiadanie Ducha poprzez
- wiarę w Jezusa Chrystusa jako podstawę zbawienia.
- nadzieję na Jego ponowne przyjście.
- miłość do Boga i do bliźniego.

Mocą, która wszystko przenika, jednakże jest miłość. Pozwólmy jej w nas działać i nas kształtować. Ona jest najpiękniejszym darem Ducha, ponieważ miłość nigdy nie ustaje.

Kościół Nowoapostolski w Polsce

Sierpień: Na przełomie roku... - Pokaż cały artykuł

Pełnomocnictwo odpuszczenia grzechów najdobitniej sformułowane jest w Ew. Jana 20, 23: „Którymkolwiek grzechy odpuścicie, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są zatrzymane”. Istnieje pewna paralela w Ew. Mateusza 18, 18: „Zaprawdę powiadam wam: Cokolwiek byście związali na ziemi, będzie związane i w niebie; i cokolwiek byście rozwiązali na ziemi, będzie rozwiązane i w niebie”. W obydwu przypadkach jednakże grono adresatów nie jest dokładnie ograniczone; w zasadzie te wypowiedzi skierowane są to uczniów, a nie ściśle do apostołów. Co prawda na podstawie innych wypowiedzi biblijnych można wywnioskować, że gdy jest mowa o uczniach, to w zasadzie chodzi o apostołów, ale w oparciu o zacytowane wersety nie można tego jednoznacznie ustalić.

Istnieją zasadniczo dwa przeciwstawne zapatrywania. Jedno mówi o tym, że to pełnomocnictwo niejako związane jest z Kościołem, a więc nie jest związane z urzędem. Drugie zapatrywanie jest takie, że chodzi o pewne specjalne pełnomocnictwo urzędu. Kościół Nowoapostolski prezentuje tę ostatnią interpretację.

Pierwsze zapatrywanie, które zakłada, że pełnomocnictwo odpuszczenia grzechów związane jest z Kościołem, bezpośrednio prowadzi do wniosku, że w istocie rzeczy zbędne jest rozgrzeszenie i istnienie urzędu zwiastującego odpuszczenie grzechów, a wystarczy bezpośrednie powołanie się na ofiarę Chrystusa. Czy Pan miał to na myśli? Przecież w szczególnych sytuacjach Pan sam zwiastował odpuszczenie grzechów. Te wydarzenia niewątpliwie pamiętali uczniowie, kiedy Jezus Chrystus wypowiedział powyżej zacytowane słowa. Zatem nie ma poparcia zapatrywanie, które neguje potrzebę wyraźnego odpuszczenia grzechów. Dlatego też należy prezentować drugie zapatrywanie, według którego pełnomocnictwo odpuszczenia grzechów związane jest z urzędem, a jedynym urzędem, który wówczas istniał, to był urząd apostolski. Zatem to stanowisko zostaje podkreślane przez nasz Kościół.

Dodać można jeszcze jeden argument: Zanim Pan, według Ew. Jana 20, 23, udzielił pełnomocnictwa odpuszczenia grzechów, to „…tchnął na nich i powiedział im: Weźmijcie Ducha Świętego”. (werset 22) Z tego więc wynika, że odpuszczenie grzechów możliwe jest tylko z mocy Ducha Świętego. Moc Ducha Świętego jest niewątpliwie szczególnie skoncentrowana w urzędzie apostolskim. Urząd apostolski w 2. Koryntian 3, 8 określony jest jako „służba ducha”.

Stary Testament poświadcza, że Pan z miłosierdziem traktował grzesznika, kiedy ten poważnie prosił i starał się iść Jego drogą. W starym przymierzu nie było jednak jeszcze pełnowartościowej ofiary Chrystusa. Teraz budzi się pytanie, co jest z tymi wszystkimi ludźmi, którzy nie doświadczyli rozgrzeszenia poprzez apostoła lub przez kogoś, przez niego upoważnionego? Tu należy podkreślić, że mamy jasne rozumienie co do znaczenia nabożeństw dla umarłych. Zgodnie z naszą wiarą również w sferach tamtego świata mogą zostać odpuszczone grzechy.

Kościół Nowoapostolski w Polsce

Wrzesień: Składanie świadectwa wiary – czy jest to dziś możliwe? - Pokaż cały artykuł

Prawdopodobnie wszyscy możemy stwierdzić, że nie jest już takie proste rozmawianie z ludźmi o sprawach wiary i przybliżenie im na przykład Kościoła Nowoapostolskiego. Przyczyniło się do tego wiele czynników i wpływów. Mylny byłby jednak wniosek, że wszelki wysiłek w tym zakresie jest zbędny, a rezygnacja byłaby błędną odpowiedzią na tytułowe pytanie.

Poświadcza to pewne przeżycie: W pewnym hotelu nadarzyła się okazja do rozmowy o wierze. Pracownica hotelu chciała się nieco więcej dowiedzieć o naszym Kościele. Okazało się, że ta kobieta była naprawdę otwarta na sprawy wiary. Podczas rozmowy odpowiedziała też na pytanie, dlaczego zainteresowała się naszym Kościołem. Jej odpowiedź była bardzo ciekawa i pouczająca.

Wymieniła dwa powody:
1. Po pierwsze miała kontakt z pewnym nowoapostolskim małżeństwem, o którym poświadczyła, że pod każdym względem zachowuje się wzorowo. To małżeństwo nigdy nie ukrywało swojego przekonania w wierze.
2. Przeżyła serdeczną wspólnotę w gronie braci i sióstr, która była dla niej przyjemna. W hotelu, w którym pracuje, odbyło się kiedyś spotkanie wiernych naszego Kościoła; uważnie obserwowała wzajemne stosunki między tymi ludźmi.

Kiedy istnieją takie przesłanki, wtedy świadectwo wiary może paść na urodzajny grunt. Wypływa z tego wniosek, że bardzo wartościowe jest, kiedy w naszych osobistych kontaktach zawsze jesteśmy świadomi stanu dziecka Bożego i wyznajemy naszą wiarę. Nasza wspólnota stale ma być serdeczna i uprzejma.

Przeprowadzona rozmowa ujawniła też troskę, którą czasami można stwierdzić u osób zainteresowanych Kościołem: Ta kobieta obawiała się, że po jednorazowym uczestnictwie w nabożeństwie być może spotka się z nakłanianiem wstąpienia do wspólnoty. Rozmowa wyjaśniła jej, że takie rozumowanie jest błędne, i że jest to sprawa dobrowolności i jej osobistej decyzji. Regularne uczestniczenie w nabożeństwach powstaje w wyniku pragnienia i przekonania w wierze.

Przedstawione przeżycie pokazało, że i dziś jest możliwie składanie świadectwa wiary. Konieczne jednak jest, abyśmy wszyscy starali się żyć i traktowali się wzajemnie jako prawdziwi chrześcijanie.

Kościół Nowoapostolski w Polsce

Październik: Dlaczego odcinać? - Pokaż cały artykuł

Pan Jezus przedstawił się słowami: „Ja jestem krzewem winnym, wy jesteście latoroślami”. Mówił też o tym, jak postępuje się z latoroślami. Uschłe latorośle, które nie wydają owocu, się odcina. Podobnie dzieje się w naszym życiu. Jeśli nic się nie rozwija, jeśli ujawniają się braki, wtedy miły Bóg musi zadziałać. Wówczas pojawiają się sytuacje i doświadczamy dopustów, które mają spowodować rozwój owoców. Na tym rzecz się nie kończy. W Piśmie Świętym jest mowa, że tam, gdzie jest owoc, Pan ingeruje i oczyszcza taką latorośl, aby wydawała jeszcze obfitszy owoc. Na pierwszy rzut oka być może wydaje się to nie do końca zrozumiałe. Jeżeli już występują owoce, to czy jeszcze potrzebna jest ingerencja? Oczywiście. Fachowiec wie, gdzie musi przyłożyć nóż i dokonać cięć, żeby rozwijało się jeszcze więcej owoców. Obserwując fachowców, jak obcinają krzewy i drzewa, można być zdumionym. Czasami cięcia sięgają zdrowego rdzenia. Dlaczego? Dlatego, aby pojawiło się jeszcze więcej owoców.

Niekiedy myślimy: „Miły Boże dlaczego to musiało się wydarzyć? Przecież czynię wszystko, co Tobie jest miłe. Staram się prowadzić życie według norm Bożych. Składam ofiary i wypełniam te, czy inne zadania w Kościele. Próbuję pomagać, gdzie jest bieda i niedola. A tu doświadczam ciosów losu, zaznaję smutku i niedoli”. Nawet jeśli istnieje owoc, to Pan ingeruje w życie, aby było jeszcze więcej owoców. Właśnie ten proces jest opisany w Piśmie Świętym i takie jest działanie Boże. Gdy pojawia się sytuacja, w której budzi się pytanie: „Czy musiało się to wydarzyć, dlaczego mnie to spotkało, czy nie było już dość kłopotów?”, wtedy zauważmy, że miły Bóg ma wobec nas dobre zamiary. Badane musi być też to, co jest zdrowe, a to, co jest dobre, musi być sprawdzone. Wszystko po to, aby było jeszcze więcej owoców. Jeśli miły Bóg to i owo dopuszcza, wtedy ma to swój sens. Chce nam dopomóc w dalszym rozwoju, abyśmy wydawali obfitszy owoc. Dostrzegajmy to we wszystkich smutkach, niedoli i trudnościach, nawet jeśli to, czy tamto wydaje się niezrozumiałe.

Kościół Nowoapostolski w Polsce

Listopad: Zakorzenieni w Panu - Pokaż cały artykuł

Kiedy słyszymy słowo „zakorzeniony”, zazwyczaj myślimy o drzewie. Zasadzone drzewo w pierwszych dniach można łatwo wyciągnąć z ziemi. Kiedy jednak drzewo się dobrze zakorzeni i wtedy próbuje się je wyciągnąć, to jest to prawie niemożliwe. W swoim Liście do Kolosan Apostoł Paweł udziela rady, aby być zakorzenionym w Panu: „…wkorzenieni weń i zbudowani na nim, i utwierdzeni w wierze”. (Kolosan 2, 7) Czy można to o nas powiedzieć? Jeśli tak, to nic nas nie wyrwie od Pana ani nie doprowadzi do upadku. Dlatego ważne jest, abyśmy byli mocno zakorzenieni w nowoapostolskiej wierze. Jeśli ktoś będzie próbował nas wyciągnąć, wtenczas się mu to nie powiedzie. Szansy nie będzie miał żaden duch. Wówczas będziemy pewnie trwali w wierze, ponieważ jesteśmy zakorzenieni w nauce Jezusa Chrystusa. Jednakże to nie zawsze jest proste, gdyż szatan wykonuje swoją pracę i chce nas wyrwać z tego gruntu.

Pomyślmy przy tym o Janie Chrzcicielu. Był wielkim człowiekiem i z określonego powodu został wybrany przez Boga. Jednak nie był mocno zakorzeniony. Kiedy był w więzieniu, wtedy zwątpił i kazał się zapytać Pana Jezusa, czy jest tym, na którego on i jego uczniowie czekali, czy też mają czekać na kogoś innego. Nie był zakorzeniony, a jego wiara nie była wystarczająco silna. W swoim sercu dał przestrzeń wątpliwości. Tak nie chciejmy czynić. Gdy nachodzą myśli zwątpienia, odrzucajmy je i módlmy się do naszego Ojca Niebieskiego o niezbędną do tego siłę.

Wielu uczniów, którzy słuchali mowy Jezusa: „Kto spożywa ciało moje i pije krew moją, we mnie mieszka, a Ja w nim”, (Ew. Jana 6, 56) nie rozumiało tych słów. To też było trudne do zrozumienia. My dzisiaj mamy inne zrozumienie. Wszakże dla uczniów w tamtym czasie było to niezrozumiałe. Dlatego złościli się i mówili: To jest twarda mowa, któż jej może słuchać? I opuścili Pana Jezusa. Nie byli zakorzenieni. Nie mając właściwego zrozumienia zostali wyrwani. Gdy Pan Jezus zapytał dwunastu uczniów: „Czy i wy chcecie odejść?”, Piotr odpowiedział: „Panie! Do kogo pójdziemy? Ty masz słowa żywota wiecznego”. (Ew. Jana 6, 67. 68) On był rzeczywiście zakorzeniony w nauce Jezusa.

Uczniowie z Emaus opuścili Jeruzalem, ponieważ czuli się rozczarowani. Pismo Święte mówi, że Zmartwychwstały dołączył do nich w drodze, ale oni Go nie poznali. Wtedy Pan ich zapytał, o czym rozmawiają. Wtenczas opowiedzieli Jemu, dlaczego czują się rozczarowani. Pan Jezus umarł, a oni wierzyli, że On odkupi Izraela. Wtedy Pan Jezus subtelnie otworzył im oczy. W końcu Go poznali. Na początku jednak mieli własne myśli i nie rozumieli nauki Jezusa. Nie byli zakorzenieni. Gdy jednak Pan z nimi rozmawiał w drodze, doszli do poznania i już się nie odwracali, ale powrócili do wspólnoty.

Kiedy bywamy rozczarowani, mamy własne poglądy i nie zważamy już na słowa Pana, wtenczas istnieje niebezpieczeństwo, że zostaniemy wykorzenieni. Bądźmy świadomi tego niebezpieczeństwa, ponieważ diabeł nie śpi. On chce nas wyrwać i pochłonąć. Pozostańmy mocno zakorzenieni w Jezusie Chrystusie i w nauce apostolskiej, wtenczas będziemy pewni i mocni w wierze.

Kościół Nowoapostolski w Polsce

Grudzień: Radość Symeonowa - Pokaż cały artykuł

Pan chce nas napełniać radością, co wielokrotnie poświadczał poprzez swoich proroków. Można by się zapytać: Jak powstaje radość? Radość powstaje w nas ze świadomości, że Pan wkrótce przyjdzie. Wówczas też ponownie zobaczymy naszych bliskich. Pan nas wprowadzi w tę radość. Co to będzie za chwila! Wówczas nie będzie już rozłąki, żadnych bólów, ale będzie nas wypełniać doskonała radość Boża. Ta radość powinna już teraz nas napełniać w naszym życiu ziemskim. Nasze serca powinny być przygotowane na przeżycie tej chwili.

Istnieją też dalsze powody radości. Jednym z powodów do radości jest możliwość zbierania doświadczeń w wierze. Pięknie jest, kiedy się zauważa, że Pan jest blisko – a On objawia się często w drobnostkach. Gdy radość przeżywa się stale na nowo, to daje nową siłę, także w trudnych chwilach. Pomyślmy o pewnym wydarzeniu z Pisma Świętego. Mowa tam jest o Symeonie, który wciąż przychodził do świątyni i czekał na obiecanego Mesjasza.

To pragnienie w jego sercu musiało być nieskończenie silne. A pewnego dnia dzieciątko Jezus zostało przyniesione na rękach rodziców do świątyni. Symeon rozpoznał, że to był obiecany Mesjasz. Wtedy powiedział do Boga: „Teraz puszczasz sługę swego, Panie, według słowa swego w pokoju, gdyż oczy moje widziały zbawienie twoje”. (Ew. Łukasza 2, 25) Co było widoczne w tamtej chwili? Dziecko – jak każde inne. Jednakże w tym momencie z natchnienia Ducha Świętego Symeon odczuwał, że Bóg był obecny. Kiedy otwiera się serce i prosi: „Miły Boże, objaw się!”, wtenczas okaże swoją obecność. Jeśli Symeon to przeżył, to i dziś jest to możliwe.

Kiedy potrzebujemy radości i szczególnego wzmocnienia, wtedy chciejmy się modlić: „Miły Boże, pokaż mi Twoją obecność, pozwól mi odczuć, że jesteś całkiem blisko!”. Pan nie przejdzie obok takiej prośby. Jeżeli to przeżywamy w różnych chwilach naszego życia, to odczuwamy szczęście i pewność. Radujemy się z tego, że nasz Pan przyjdzie wkrótce. Radujemy się z ponownego zobaczenia. Ale radujemy się również z małych chwil, w których możemy przeżywać bliskość Boga.

Kościół Nowoapostolski w Polsce